Skontaktuj się z nami





* pole wymagane
21 Kwiecień 2016

Dlaczego nigdy nie kupię sprzętu Apple?

Oceń: 1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek
Loading...

Oczywiście, znam zasadę „nigdy nie mów nigdy” . Jednak abym kupił jakikolwiek produkt tego producenta, musiałby on po prostu przestać być sobą i zmienić podstawy swojej polityki.

Wtedy Apple nie byłoby Applem. Wówczas także mógłbym zostać ich klientem.

Pamiętajmy, że piszę to wszystko ze swojego punktu widzenia. To subiektywna ocena.

Nie mam zamiaru Cię zniechęcać czy narzucać swojego zdania .

A co najważniejsze – ten tekst ma z założenia użytkowy charakter, gdyż dość często klienci zadają mi pytania co sądzę o produktach z jabłkiem. Teraz będę mógł odesłać ich do artykułu, gdzie zebrałem wszystkie całość swych opinii. No więc zacznijmy.

Cena.

Sprzęt Apple jest stanowczo zbyt wysoko wyceniony. Może trochę dziwnie wyglądać moje czepianie się wysokich cen produktów Apple, przy jednoczesnym założeniu, że za dobrą jakość się dużo płaci – które absolutnie rozumiem, szanuję i nie mam absolutnie nic do zarzucenia takiemu rozumowaniu. Dobrze wykonany i zaprojektowany sprzęt musi swoje kosztować.
Problem polega jednak na tym, że produkty Apple wcale nie są wyjątkowo udane pod tym względem. Wręcz przeciwnie – szczególnie, gdy mówimy o laptopach (i na nich też będę się skupiać).

Aluminiowa obudowa z pewnością ładnie wygląda i nadaje laptopowi pewnego „prestiżu rzeczy metalowej”. Użyteczność takiego rozwiązania jednak bardzo mocno zostaje zweryfikowana przez realia, w których laptop nie jest traktowany jak szklanka.

O wiele lepszym wyjściem od aluminium jest zastosowanie bardzo dobrej jakości tworzywa sztucznego, które nie odkształca się przy uderzeniach i ma dużo większą odporność na zarysowania. Nie nagrzewa się też do takiego stopnia, jak to bywa w MacBookach, gdzie rozgrzana obudowa potrafi powodować np. zwiększoną potliwość dłoni.

Wiem to z doświadczenia.

Kiedyś Apple uchodziło za przodownikach wzornictwa. Ich design był naprawdę na najwyższym poziomie. Dalej nie jest najgorszy, ale mam wrażenie, że jabłkowa firma w którymś momencie zaspała i nawet firmy takie jak Acer, który uchodził za producenta taniej, niezbyt ładnej elektroniki, posiadają w swojej ofercie konstrukcje zaprojektowane lepiej i ładniej, niż robiło to do tej pory Apple.

Pierwsze modele iPhone w momencie premiery były bez wątpienia najbardziej schludnymi telefonami w tamtym czasie. Dzisiaj od flagowców Apple ładniejsze bywają nawet tanie, chińskie smartfony. To samo dotyczy się systemu operacyjnego iOS i OS X: w ostatnich czasach znów nasz „przodownik” zamiast wyznaczać trendy, zdaje się je gonić i dodaje funkcjonalności, dawno obecne w Androidzie, Windowsie czy Linuksie.

Tutaj – mimo wszystko – należy przyznać punk firmie Microsoft, która zdaje się bardzo mocno posłuchała swoich klientów i wypuszczając świetny system operacyjny, jakim jest Windows 10. Kwestia zmuszania użytkowników Win7 i Win 8.1 do przesiadki na nowszą wersję i sposób w jaki się to odbywa, to osobny zupełnie temat, który tu poruszę.

Niegdyś Apple wyznaczało trendy, dziś po prostu oferuje przeciętnej klasy sprzęt ze swoim logo i systemem. Niezłym, ale absolutnie nie wartym kwot, jakich żąda producent.

Niekompatybilność.

Kiedyś, lata temu, używałem iPoda. Był to bardzo nieprzemyślany zakup, pod wpływem chwili i emocji. Gdyby nie alternatywne oprogramowanie Rocbox, które mogłem na nim zainstalować, to prawdopodobnie sprzedałbym go następnego dnia, lub rozbił o ścianę.

Nie mogłem wręcz uwierzyć, że żaden znajomy nie może mi na niego tak po prostu wrzucić kilku fajnych kawałków w MP3. Nie. Żeby to zrobić, musisz „zainfekować” swój komputer programem iTunes i „zsynchronizować playlistę”. Totalny absurd, ale pod tym względem nic się nie zmieniło. Od lat.

Apple chce zmuszać mnie, abym używał ich produktu w jeden, jedyny słuszny sposób – tak jak oni sobie tego życzą, w żadnym wypadku inaczej. Najnowszy MacBook Air posiada jeden port USB, będący dodatkowo wtykiem zasilania. Żeby móc podłączyć cokolwiek do niego – musimy kupić „specjalną” przejściówkę. Za kilkadziesiąt dolarów. Zapomnij o podłączeniu kabla sieciowego, gdy nie chcesz korzystać z WiFi – bez kolejnej specjalnej przejściówki.

Jesteś na imprezie i chcesz pożyczyć ładowarkę do telefonu, ale jako jedyny w ekipie masz iPhone’a? Cóż, jesteś w dołku. Przejściówki, adaptery, konwertery…

A najśmieszniejsze w tym wszystkim są wypowiedzi fanów marki, którzy od lat, nagminnie wypowiadają się w sposób sprowadzający się do stwierdzenia „nie jest Ci to potrzebne”. I o to właśnie chodzi: Apple lepiej niż ja wie, co jest mi potrzebne, a co nie.

Mam wręcz wrażenie, że kupując ich produkt płacę za wypożyczenie sprzętu na określonych warunkach, jasno precyzujących jego potencjalne zastosowania – poza które po prostu nie można wyjść. I super, jeśli komuś to pasuje. Ale nie mi. Nie lubię, gdy ktoś utrudnia do granic możliwości prostą, nieskomplikowaną czynność, do której jestem od lat przyzwyczajony, tylko po to, by „ulepszyć” coś, co nie wymaga żadnego ulepszania i już jest dostatecznie proste, kasując przy tym 30-50% więcej za produkt o identycznej specyfikacji technicznej, co konkurencja.

Utrudnianie napraw.

Temat rzeka, na który można dosłownie napisać książkę. To co Apple robi ludziom, którzy chcą naprawić ich produkt, to nie jest „utrudnianie”. To nie jest „podkładanie kłód pod nogi”. To nawet nie jest zwykłe chamstwo, ale czyste, absolutne skurwysyństwo. Za każdym razem, gdy trafia do mnie jakiś MacBook (na szczęście niezbyt często), mam ochotę dorwać tego, kto to projektował i zwyzywać go najsilniej jak potrafię, tudzież spoliczkować i wystawić nago za okno. Zimą.

Nigdy, przenigdy nie znajdziemy (w legalnej dystrybucji) jakichkolwiek schematów płyt głównych w MacBookach. Apple po prostu ich nie udostępnia, przy okazji samemu NIGDY ich nie naprawiając, co najwyżej wymieniając na nowe. Śrubokręty, których potrzeba do rozebrania MacBooka są prawie za każdym razem inne i – oczywiście – są dalekie od trzymania się jakiegokolwiek standardu wkrętów.

Oficjalnie: po to, byśmy „nie skaleczyli się główką śruby”. Nieoficjalnie: doskonale wiesz czemu.

Rozebrałem w życiu naprawdę dużo sprzętu. Nigdy jednak nie skaleczyłem się śrubą.

Chcesz wymienić zalaną klawiaturę w MacBooku? Nie ma sprawy! Jeśli już – cudem – się do niej dostaniesz, to czeka Cię przeprawa przez katorgę odkręcania kilkuset śrubek, z których każda krzyczy „poddasz się, zanim odkręcisz wszystkie!”. Sprzęt Apple jest od początku do końca zaprojektowany tak, żeby w życiu go przypadkiem nie naprawić, ale kupić nowy.

Oczywiście, całą dzisiejszą elektronikę projektuje się w ten sposób, aczkolwiek Apple jest w tym absolutnym mistrzem i jest to obecnie jedyne pole, w którym ta firma wyznacza nową jakość. O ile inni producenci w najgorszym przypadku po prostu nie pomagają w naprawie, o tyle Apple z uporem maniaka ją utrudnia.

Nie wspominając już o kosztach części zamiennych. Ostatnio zostałem też uświadomiony, że jeśli wymienisz przycisk funkcyjny w nowym iPhonie poza oficjalnym serwisem Apple (powodzenia z robieniem tego drogą oficjalną w Polsce), to po aktualizacji oprogramowania przywita Cię milutki komunikat o treści „Error 53” – który oznacza po prostu tyle, że Twój iPhone jest teraz drogim przyciskiem do papieru. Bajeczne!

Trzeba mieć na uwadze, że obecnie naprawa serwisowa jakiejkolwiek elektroniki (oczywiście mowa tutaj o naprawach poza oficjalnym, zawsze niesłychanie drogim serwisem producenta) jest dość skomplikowana. Fakt. Jednak Apple komplikuje tą kwestię wręcz do granic absurdu.

Fanatyczna klientela

Przyznaję, że zazdroszczę firmie Apple tego, że pod wodzą Steva Jobsa została synonimem luksusu na rynku elektroniki. Oczywiście, że chciałbym, by moi klienci traktowali firmę ITvip jako najlepszą z możliwych opcji, przy okazji nie spodziewając się tego, że będzie najtańsza, czy wręcz godząc się na to, że ekskluzywność usług muszą trochę więcej zapłacić. Ktokolwiek prowadzący swój biznes, czy ktokolwiek pracujący w firmie na której rozwoju mu realnie zależy, nie może twierdzić inaczej – byłby to absurd.

Ale – tak jak wspomniałem wyżej: nie uważam, aby usługi Apple były dziś w jakikolwiek sposób ekskluzywne. Wracając jednak do tematu: klienci tej firmy to często potulnie wychowane, bezmyślne zombie. Czekaj! Nie mówię, że Ty też! Nie wszyscy.

Nie każdy. Ale całkiem spora ilość posiadaczy sprzętu Apple to wręcz fanatycy marki, którzy zgodzą się stać kilka godzin w kolejce po ich nowy produkt. To ludzie, którzy potrafią szydzić z użytkowników rozwiązań innych firm, uważając ich za uboższych, gorszych, wylewając na nich swe pełne jadu frustracje.

Owszem, „fanbojów” ma dziś każda bardziej znana marka, ale nigdy nie widziałem, by zjawisko nienawiści wobec zwolenników takiego a takiego produktu (jak to w ogóle brzmi!) była tak nasilona gdziekolwiek indziej. Mam wrażenie, że kibic Arki Gdynia prędzej dogada się z kibicem Lechii Gdańsk, niż zagorzały fan Apple łaskawie zezwoli komuś na cieszenie się produktem innym, niż aj-cośtam.

Być może patrzenie przez pryzmat fanów nie powinno rzutować na zakup usługi czy produktu, jednak po pierwsze wręcz brzydzi mnie sama myśl, że mógłbym być częścią tej bezmyślnej masy płaczącej ze szczęścia przy premierze nowego iPhone’a, a jednocześnie wiem, że Apple mając takich wyznawców naprawdę nie musi się zbyt wysilać – gdyż kupią oni dosłownie wszystko, nawet iUmywalkę.

Kończąc: nie można odebrać produktom Apple pewnych zalet. Mając iPada, MacBooka i iPhone, jesteś posiadaczem całkiem przyjemnie i spójnie działającego ekosystemu.

Zarówno iOS jak i OS X nawet na słabszych maszynach mogą działać płynnie, gdyż od początku do końca pisane są pod bardzo zawężoną, lub też nawet ściśle określoną specyfikację techniczną. Nie można powiedzieć, że nie ma na nie wirusów czy są w 100% bezpieczne (żaden system nie jest!), ale z pewnością są mniej podatne na wszelkiego typu niechciane oprogramowanie niż systemy od Microsoft.

Dlatego nie piszę „nie używaj produktów Apple”. Używaj czego chcesz i z czym jest Ci lepiej i wygodniej. Dla mnie jednak Apple jest obecnie synonimem wszystkiego co drażni mnie w rynku nowoczesnych technologii, idealnie wręcz skondensowanym w małej, aluminiowej puszcze z logo jabłka, której w życiu nie otworzę.

Autor:

Wyszukiwanie
Darmowy poradnik w formie e-booka

Pobierz całkowicie za darmo poradnik "jak dbać o komputer?", który pozwoli Ci cieszyć się stabilnym, szybkim komputerem przez wiele lat!

Warto zobaczyć
Technologia użytkowa stała się nudna. I stanęła w miejscu. Technologia stała się nudna
Pamiętam jak dwie dekady temu świat technologii co rusz płodził coś rewolucyjnego, co robiło wrażenie, co było obiektem westchnień i silnego pożądania. Wówczas sprzęt elektroniczny produk…
5 rzeczy do zrobienia przy oddawaniu komputera do serwisu
Tekst o tym, jak opowiedzieć informatykowi o swoim problemie, musiał kiedyś powstać. Zabierałem się do niego kilkakroć, ale zawsze łapałem się na tym, że mogę być odebrany jako zarozumia…
Dlaczego Windows 10 jest tak nielubianym systemem?
Blogi i strony zajmujące się tematyką technologii i świata komputerowego, poruszyły już każdy możliwy aspekt Windowsa 10, patrząc od strony technicznej. Chciałbym jednak przyjrzeć się jego…
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip
ITvip